Internet pęka w szwach od poradników obiecujących: "Zrób to w domu, zapłacisz o połowę mniej!". Dałam się skusić. Kupiłam twaróg, masło, przygotowałam miskę i kalkulator. Chciałam wiedzieć dokładnie – czy to się opłaca?

Wynik był na tyle nieoczekiwany, że po raz pierwszy zastanowiłam się: czy ci wszyscy guru od oszczędzania po prostu nie liczą?

Dlaczego wszyscy mówią o domowym serze topionym

Ser topiony w sklepie to nie najtańsza przyjemność. Za 200 gramów często trzeba zapłacić euro lub więcej. Moja rodzina zjada kilka takich opakowań tygodniowo, co na przestrzeni miesiąca daje całkiem sporą sumę.

Logika wydaje się prosta: twaróg jest tani, masło też jest tanie, więc dlaczego nie zrobić go samemu? Dodatkowo będziesz wiedzieć, co dokładnie się w nim znajduje – żadnych "E" ani stabilizatorów.

Właśnie to chciałam sprawdzić. Nie na oko, ale z konkretnymi liczbami.

Co kupiłam i ile za to zapłaciłam

Do obliczeń przyjęłam uzyskanie 500 gramów sera – tyle mniej więcej powinno wyjść z jednej porcji składników. Oto mój rachunek:

  • Twaróg 500 g – około 3,50 € (cena zależy od producenta, ale to średnia wartość)
  • Masło 60 g – około 0,90 € (licząc z opakowania 200 g za ok. 3 €)
  • Jajko 1 szt. – około 0,20 €
  • Koperek pęczek – około 0,40 €
  • Sól, cukier – grosze, nie wliczamy

Łącznie: około 5 € za 500 g domowego sera topionego.

A ile kosztuje ten ze sklepu?

Sprawdziłam ceny w lokalnych supermarketach "Maxima" i "Lidl". 200 gramów sera topionego kosztuje od 1,50 € do 2,20 €, zależnie od marki. Przyjmijmy średnią – 1,80 € za 200 g.

Oznacza to, że 500 gramów sklepowego sera topionego kosztowałoby mnie około 4,50 €.

Poczekaj. Czy to oznacza, że domowy jest droższy?

Tak, liczby mówią same za siebie. Mój domowy ser topiony kosztował mnie około 5 €, a ten samą ilość w sklepie kupiłabym za 4,50 €.

Skąd więc te wszystkie historie o "dwukrotnym oszczędzaniu"?

Gdzie podziało się "pół ceny"?

Moje przypuszczenie jest takie: albo ludzie liczą tylko koszt twarogu, zapominając o reszcie składników, albo porównują z najdroższymi markami w sklepach, albo po prostu… nie liczą w ogóle.

Nigdy nie uwierzysz, ile naprawdę kosztuje domowy ser topiony. Te liczby zaskoczyły mnie do głębi. - image 1

Co więcej, nie doliczyłam jeszcze mojego czasu – a smażenie, mieszanie i mycie naczyń zajęło mi dobrą pół godziny. Gdybyśmy policzyli stawkę godzinową, domowy ser stałby się prawdziwym luksusem.

Więc czy warto robić go w domu?

Jeśli Twoim głównym celem jest oszczędność pieniędzy – szczerze mówiąc, nie warto. Różnica jest minimalna, albo wręcz żadna.

Ale jeśli masz inny cel – wtedy tak.

Domowy ser topiony ma zalety, których wersja sklepowa nie oferuje: dokładnie wiesz, co jest w środku, możesz regulować słoność, dodawać ulubione zioła czy czosnek. Jest bezpieczny dla dzieci, bo nie zawiera żadnych dodatków.

I przyznam szczerze, smak jest zupełnie inny. Delikatniejszy, bardziej twarogowy. Mój mąż, który niezbyt entuzjastycznie podchodzi do sklepowego sera topionego, domowy zjadł w dwa dni.

Przepis, jeśli jednak chcesz spróbować

Weź 500 g twarogu i dobrze rozgnieć go widelcem lub przepuść przez sitko – im drobniej, tym bardziej kremowy będzie efekt.

Przełóż do metalowej miski lub garnka, dodaj jedno jajko, pół łyżeczki soli i łyżeczkę cukru. Wszystko wymieszaj.

Postaw na małym ogniu i ciągle mieszaj – to klucz do sukcesu. Ciągle mieszając, po około 10-15 minutach masa zacznie gęstnieć i stawać się elastyczna, będzie ciągnąć się na łyżce.

Następnie dodaj 60 g masła, wymieszaj i podgrzewaj jeszcze przez minutę. Na koniec wmieszaj posiekany koperek lub inne ulubione zioła.

Przełóż do słoiczka, ostudź i wstaw do lodówki. Przechowuj około tygodnia.

Jedna rada, która naprawdę pomoże

Jeśli mimo wszystko zdecydowałaś się na domowe wyzwanie – kup większe opakowanie twarogu. Kilogramowy twaróg jest proporcjonalnie tańszy niż 500 g. Zrobisz więcej, a względne oszczędności przynajmniej w niewielkim stopniu się pojawią.

I używaj najmniejszego ognia, jaki masz. Zbyt mocny – i ser zrobi się gumowaty, a nie kremowy.

Ale jeśli po prostu chcesz plasterek na kanapkę – śmiało idź do sklepu. Twoja portmonetka prawie nie odczuje różnicy.