Co roku ta sama historia: „Zima za pasem, trzeba brać witaminy!”. Sięgamy po multiskladniki, witaminę C, D, Omega-3 – cały „zimowy zestaw”. Aż pewnego dnia lekarz zapytał: „Czy kiedykolwiek sprawdzaliście, czy naprawdę czegoś wam brakuje?”. „No… nie. Ale przecież jest zima…” – odpowiedzieliśmy. Jego słowa zmieniły wszystko: „Zimowa awitaminoza to w większości mit. Pozwólcie, że wyjaśnię.” Dowiedz się, dlaczego połowa twojej apteczki zimowej może być zbędna i jak zacząć inwestować w zdrowie mądrzej.
Czym tak naprawdę jest awitaminoza?
Prawdziwy niedobór vs. przesilenie
Awitaminoza to poważny, patologiczny niedobór konkretnego witaminy. Pomyśl o:
- Szkorbucie (brak witaminy C) – krwawiące dziąsła, wypadanie zębów.
- Beriberi (brak witaminy B1) – uszkodzenia nerwów, problemy z sercem.
- Pelagrze (brak witaminy B3) – zmiany skórne, demencja.
- Krzywicy (brak witaminy D) – deformacje kości.
Te stany rozwijają się miesiącami, a nawet latami z powodu skrajnie ubogiej diety. „Czy jecie tylko chleb i wodę przez kilka miesięcy?” – zapytał lekarz. „Nie, oczywiście…” – „W takim razie awitaminozy nie macie.” To właśnie różnica między skrajnym niedoborem a lekkim spadkiem samopoczucia, który przypisujemy zimie.
Dlaczego „zimowa awitaminoza” to powszechny mit?
Lekarz wyjaśnił mi to bardzo prosto:
1. Dostępność żywności przez cały rok
Nasi dziadkowie zimą rzeczywiście mieli ograniczony dostęp do świeżych warzyw i owoców. Dzisiaj nasze sklepy pękają w szwach: pomidory, papryki, cytrusy, jagody mamy dostępne przez 12 miesięcy. Nawet mrożone warzywa doskonale zachowują swoje witaminy, podobnie jak te kiszone. Zapomnij o pustych półkach!
2. Organizm sam tworzy zapasy
Witaminy rozpuszczalne w tłuszczach (A, D, E, K) magazynują się w naszym ciele. To znaczy, że zapasy zrobione latem, np. witaminy D, wystarczają nam na wiele miesięcy. Twoje ciało to sprytny magazyn, który nie opróżnia się z dnia na dzień.
3. Siła jedzenia, nie kapsułki
Witaminy w pożywieniu występują wraz z tzw. kofaktorami – substancjami, które pomagają w ich wchłanianiu. Tabletka zawiera często tylko „czystą” witaminę, której część i tak zostanie wydalona z moczem, bo organizm nie potrafi jej efektywnie wykorzystać bez towarzystwa.
Kiedy suplementy SĄ naprawdę potrzebne?
„Nie mówię, że suplementy są zawsze złe” – doprecyzował lekarz. Są sytuacje, gdzie faktycznie ich potrzebujemy, ale to wyjątki, nie reguła:
- Witamina D – jeśli praktycznie nie wychodzisz na dwór zimą.
- B12 – dla wegan.
- Kwas foliowy – dla kobiet w ciąży.
- Żelazo – po potwierdzeniu anemii badaniami.
Ważne: tylko i wyłącznie po wykonaniu badań krwi, które wykażą konkretny niedobór!

Problem z „multiwitaminami na wszystko”
„Multivitaminy to najczęściej wyrzucone pieniądze” – stwierdził lekarz bez ogródek. Dlaczego?
- Zbyt małe dawki. Jeśli faktycznie czegoś Ci brakuje, dawka z multiwitaminy jest za niska, by pomóc.
- Niepotrzebne składniki. Jeśli czegoś nie brakuje, po prostu wydalasz te witaminy.
- Ryzyko szkody. Witaminy rozpuszczalne w tłuszczach (A, D, E, K) kumulują się. Zbyt wysokie dawki mogą prowadzić do zatrucia.
- Iluzja bezpieczeństwa. „Biorę witaminy” nie oznacza „jem zdrowo”. To pułapka myślowa.
Co robić zamiast kupowania zbędnych suplementów?
Lekarz przygotował praktyczny zimowy jadłospis:
Witaj witamino D!
- Tłuste ryby morskie (łosoś, makrela, śledź).
- Żółtka jaj.
- Grzyby (szczególnie te hodowane pod lampami UV).
- I… po prostu wyjdź na dwór, nawet zimą!
Witamina C – supermoc kiszonej kapusty
- Kiszonki (kapusta zawiera jej więcej niż pomarańcze!).
- Owoce rokitnika.
- Papryka.
- Cytrusy.
witaminy z grupy B – skarbnica zbóż i białka
- Produkty pełnoziarniste.
- Mięso i ryby.
- Rośliny strączkowe.
- Jaja.
Żelazo – z odrobiną witaminy C dla lepszego wchłaniania
- Czerwone mięso.
- Wątróbka.
- Soczewica.
- Szpinak (najlepiej z dodatkiem czegoś bogatego w witaminę C).
„Ale czy na pewno mi wystarczy?”
„Jeśli chcesz wiedzieć na pewno – zrób badania” – powiedział lekarz. To jedyny sposób, by przestać zgadywać. Oto podstawowe, które warto sprawdzić:
- Witamina D (badanie 25(OH)D).
- Witamina B12.
- Ferytyna (poziom zapasów żelaza).
- Hemoglobina.
„Wtedy będziesz wiedzieć dokładnie. Nie zgadywać.”
Moje doświadczenie: mniej suplementów, więcej pieniędzy
Zrobiłem badania. Wynik? Witamina D na dolnej granicy normy (tu faktycznie potrzebny był suplement). Pozostałe wyniki – w normie. Zamiast pięciu buteleczek mieszałem tylko jeden preparat z witaminą D. Oszczędziłem pieniądze i wiem dokładnie, po co sięgam.
Podsumowanie: zdrowie to mądry wybór
Lekarz podsumował: „Przemysł suplementów medycznych to biznes wart miliardy. Oni chcą, żebyś kupował. Twoim celem jest być zdrowym. A to oznacza różnorodną dietę, a suplementy tylko wtedy, gdy badania wykażą realny niedobór.” Testy krwi kosztują kilkadziesiąt złotych. Roczny „zestaw” witamin to często ponad 300 zł. Matematyka jest prosta, prawda?